UDOSTĘPNIJ
źródło: wikimedia.org/Krugerr /CSTO

Nawet po kilkaset rubli kary musieli zapłacić uczestnicy dorocznego święta w Świsłoczy. Aktywiści zebrani w tej białoruskiej miejscowości kultywowali pamięć po powstańcach styczniowych. Mińsk zaznaczył jednak, że nie życzy sobie tego typu obchodów.

Około 50 osób wzięło udział w obchodach upamiętniających bohaterów powstania styczniowego, Konstantego Kalinowskiego i jego brata Wiktora. Uczestnicy wydarzenia zebrali się w Świsłoczy, gdzie bracia się kształcili, złożyli kwiaty w miejscach pamięci i przeszli w marszu ulicami miasta.

Święto odbyło się jak co roku – 31. października. Chociaż wszystko działo się na oczach białoruskiej milicji, ta nie interweniowała. Funkcjonariusze nagrywali jednak kamerą całe wydarzenie. Wszystko po to, by dopiero po czasie ukarać aktywistów biorących udział w obchodach.

Pozwy za udział w nielegalnym zgromadzeniu otrzymali Uładzimir Chilmanowicz i Wiktar Sazonau, obrońcy praw człowieka czynnie działający na Białorusi. Chilmanowicz został zmuszony do zapłacenia 840 rubli kary (1800 zł), z kolei Sazonau 735 rubli (1500 zł).

Jak stwierdził Sazonau, wszystko przez fanatyzm organów ścigania na Grodzieńszczyźnie, które „maniakalnie chcą schwytać wszystkich”.

 – Skazano już aktywistów z Mostów, niektórych ze Słonimia czy Świsłoczy, Wołkowyska. Ci z Grodna albo są już skazani, albo otrzymali wezwania do sądu. I gdy porównać to do innych regionów, pojawia się takie wrażenie, że w Mińsku poczekaliby te dwa miesiące, żeby sprawie ukręcić łeb, gdyż jest ona szyta grubymi nićmi. A na Grodzieńszczyźnie maniakalnie chcą schwytać wszystkich – tłumaczył białoruski aktywista.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również