UDOSTĘPNIJ
źródło: flickr.com, ucoz.com

Białoruskie władze wprowadziły w zeszłym roku tzw. podatek od nieróbstwa. Do zapłacenia go zobowiązano tych Białorusinów, którzy przez chociaż połowę 2015 roku legalnie nie pracowali. Władze kraju były pewne, że tym samym zmuszą do płacenia pół miliona obywateli. Okazało się, że „nierobów” jest zaledwie 50 tys. osób.

Wprowadzenie podatku od nieróbstwa przypieczętował prezydent Białorusi, Aleksander Łukaszenka, który wiosną 2015 roku podpisał dekret wprowadzający podatek w życie. Według nowego prawa, każdy kto w 2015 roku nie przepracował 183 dni, a jest w wieku produkcyjnym, do 15. listopada tego roku miał czas, by zapłacić karną kwotę rekompensującą „nieróbstwo”.

Ta wyniosła równowartość 200 dolarów (ok. 800 złotych), czyli połowę średniej krajowej na Białorusi. Jak oświadczono, kwota ta jest rekompensatą, jaką każdy „nierób” ma zapłacić na poczet białoruskiej skarbówki za brak wkładu w „finansowanie wydatków publicznych”.

Podatek został wprowadzony, by wyeliminować na Białorusi szarą strefę. Władze kraju były przekonane, że ci, którzy pracują bez uprzedniej rejestracji, nagle zdecydują się o legalizację swojej działalności, by uchronić się od płacenia kary i odprowadzanie podatku.

Ekonomiści zgodnie jednak twierdzą, że podatek ten jest całkowitym niewypałem. Zwracają uwagę na to, że o wiele łatwiej jest pracownikom szarej strefy zapłacić karną kwotę skarbówce, zamiast zgodzić się na płacenie podatków, które w końcu i tak wychodzą drożej.

 – To nie jest dobry instrument do rozwiązania problemu szarej strefy. Jeśli człowiek zarabia na czarno i ma dochody, to bardziej mu się opłaca zapłacić jednorazowo równowartość 200 dolarów, niż zalegalizować swoją działalność – mówi ekonomista Alaksandr Czubryk.

Co więcej, w czasie kiedy zaczął obowiązywać podatek, nie zanotowano wzrostu legalnego zatrudnienia w gospodarce Białorusi. Jest wręcz przeciwnie – zanotowano całkiem spory spadek. Na początku 2015 r. legalnie pracowało 4,5 mln osób, kiedy w sierpniu 2016 r. było ich już mniej niż 4,4 mln.

Jest też druga strona „podatku od nieróbstwa”. Opozycjoniści zrzeszeni w ruchu „Mów Prawdę”, na którego czele stoi Tacciana Karatkiewicz, była kandydatka na prezydenta, próbowali uzyskać od władz Białorusi informacje dotyczące sposobów wykrywania „darmozjadów”. Są bowiem zdania, że istnieje możliwość, iż tropienie osób, które powinny zapłacić podatek, kosztowało więcej, niż wyniosły przychody z nałożonego podatku.

Resort ds. podatków odesłał ich jednak z kwitkiem. Ministerstwo w odpowiedzi stwierdziło, że dane te nie są przeznaczone dla opinii publicznej.

Polub fanpage jedynego bezstronnego portalu informacyjnego


źródło: rp.pl
pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również