UDOSTĘPNIJ
źródło: wikimedia.org, pixabay.com

 – Ostatni raz na spacerze byłem kilkanaście lat temu. Leżę, palę, jem i śpiewam – mówi Ryszard. Mężczyzna od 34 lat siedzi w więzieniu i nie wygląda na to, by miał z niego wyjść. Od 1983 roku mieszkaniec Lublina przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Wszystko przez działanie sądu, który cały czas nie chce wypuścić go na wolność.

Historia niekończącej się odsiadki 53-letniego dziś Ryszarda zaczęła się, gdy ten miał 19 lat. Wówczas mężczyznę złapała milicja w autobusie. Okazało się, że nastolatek jechał na gapę, a w plecaku miał skradzione słoiki z dżemem. Na przesłuchaniu przyznał, że czasami kradnie z piwnic konfitury i kręci się po mieście bez wyraźnego celu.

Z powodu podejrzenia schizofrenii Ryszarda skierowano do szpitala psychiatrycznego. Miała być krótka kontrola, ale… mężczyzna przebywa tam do dziś. Już 34 lata jest praktycznie więziony w psychiatryku. Wszystko przez sąd, który co pół roku przedłuża okres detencji, czyli przymusowego leczenia. O wydłużeniu jej okresu sąd orzeka na podstawie opinii lekarzy, którzy oceniają szansę na recydywę w przypadku danego pacjenta. Ryszard dotąd nie miał szczęścia i wciąż przedłużano mu pobyt w szpitalu.

 Za występek, który jest zagrożony karą dwóch lat pozbawienia wolności, ktoś w szpitalu psychiatrycznym jest dwadzieścia parę lat. Takiego absurdu nie może być – mówi adwokat Piotr Wojtaszak.

Nie zapowiada się jednak, by cokolwiek w tej materii się zmieniło. Mężczyzna wie, że takie przedłużanie detencji to bestialska, ale bardzo prosta droga do spędzenia reszty życia w więzieniu i pogodził się z tym. Już i tak spędził w odosobnieniu więcej czasu niż niejeden groźny przestępca.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również