UDOSTĘPNIJ

Belgia w ostatnich dniach mierzy się z serią niezwykle dramatycznych wydarzeń. Po dokonanej przez ISIS masakrze, Belgowie być może będą musieli zmierzyć się z dużo większym niebezpieczeństwem. Władze przekonują jednak, że morderstwo strażnika elektrowni atomowej w Tihange nie ma żadnego związku z ISIS, a karty w rzeczywistości nie skradziono, choć być może robią to, by uspokoić ludzi. Mimo wszystko, mieszkańcy panikują i obawiają się prawdziwej katastrofy na wielką skalę. Tematem coraz mocniej interesują się też obywatele innych europejskich państw. 

W Charleroi, niedaleko Brukseli zastrzelono strażnika pilnującego elektrowni atomowej. Największy szum wywołało jednak to, że zabitemu skradziono kartę umożliwiającą wejście na teren elektrowni atomowej w Tihange. Policja do teraz nie ustaliła, kto jest sprawcą morderstwa, jednak oczywistym wydaje się łączenie sprawy z ostatnimi zamachami. Zwłaszcza, że napaść na strażnika miała miejsce 80 kilometrów od miejsca poprzedniej masakry. Ciało strażnika znalazły w domowej łazience jego dzieci. Zabito również jego psa.

Jednakże, władze uspokajają i przekazują nieco inne informacje, niż te które pierwotnie trafiły do obiegu. Przyznają, że mężczyzna został zabity czterema strzałami z broni palnej, aczkolwiek sprawą zajmuje się wydział zabójstw, a nie antyterrorystyczny. Dodają, że jednak nie skradziono karty umożliwiającej wejście do elektrowni. Nie wiadomo jednak, na ile nowe doniesienia dotyczące przepustki są prawdziwe, a na ile chodzi jedynie o uspokojenie opinii publicznej i powstrzymywanie paniki.

Skradzioną przepustkę rzekomo zablokowano, jednak wcale nie uspokoiło to mieszkańców. Już wcześniej pojawiały się informacje, że terroryści z Państwa Islamskiego interesowali się dyrektorem zespołu prowadzącego badania nuklearne. 

Władze prawdopodobnie podwyższyłyby stopień zagrożenia terrorystycznego, jednak już wcześniej był on najwyższy. Ewakuowano za to całą załogę elektrowni atomowej w Tihange. Będzie ona teraz pod szczególnym nadzorem.

źródło: rmf

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również