UDOSTĘPNIJ
źródło: flickr.com, wikimedia.org/Katarzyna Czerwińska

Stowarzyszenie Interesu Społecznego Wieczyste dotarło do zatrważających danych. Okazuje się, że za pieniądze z kieszeni podatników sędziowie Sądu Najwyższego nie tylko żyją jak pączki w maśle, ale fundują sobie luksusowe podróże. Lista miejsc, które odwiedzili, jest naprawdę długa, a koszty wcale niemałe.

Wysokie pensje sędziów SN, które przekraczają nawet wypłaty dla ministrów, to nie koniec ich luksusu. Członkowie składu sędziowskiego tylko w ciągu pierwszej połowy 2017 roku zwiedzili kawał świata. Na ich luksusowe wyjazdy wydano w tym czasie 60 tys. złotych.

Sama pierwsza prezes SN odwiedziła masę europejskich stolic – Bratysławę, Brno, Brukselę, Budapeszt, Dublin, Luksemburg, Madryt, Rzym i Wilno. Inni sędziowie zapuszczali się jeszcze dalej, bo aż do Chin, Korei Południowej, Maroko czy Tajlandii. Po co wszystkie te wojaże? Jak tłumaczy SN, polscy sędziowie brali udział w różnego rodzaju szczytach, spotkaniach prezesów, kongresach, kolokwiach czy otwarciach roku sądowego.

Zastanawia jednak, jaki w tym wszystkim był interes państwa i podatników, skoro z naszych kieszeni wyciągnięto na to już ponad 60 tys. złotych. Sędziowie sami spokojnie mogli opłacić podróże. Każdy z nich zarabia grubo ponad 20 tys. złotych miesięcznie, a sama Gersdorf aż 27 tys. złotych.

Bardzo podejrzana jest też sprawa Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów z 2016 roku. Jak poinformował Grzegorz Wojciechowski z PiS, organizację tego wydarzenia opłacono z kasy państwowej, co było przekroczeniem uprawnień. Sprawą już zainteresował się resort sprawiedliwości, który zawiadomił Prokuraturę Krajową.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również