UDOSTĘPNIJ

Jak relacjonuje reżyser Jerzy Zalewski Dawid Wildstein pobił rannego narodowca Jerzego Wasiukiewicza butelką. Mało tego, zakrwawionego aktywistę próbował „dobić” szklanką. Wszystko wydarzyło się w jednym z warszawskim lokali podczas libacji.

– Pijany Wildstein przewrócił stolik i uderzył Wasiukiewicza butelką w głowę, a potem próbował to samo powtórzyć ze szklanką. Wasiukiewiczowi otworzyła się rana na głowie i popłynęła krew. Po chwili zakrwawiony był też Wildstein, który pokaleczył się szklanką, chcąc ponownie uderzyć swoją ofiarę. Doszłoby do gorszych rzeczy, gdyby obecny na miejscu klient lokalu, który siedział obok, nie powstrzymał Wildsteina. Żona Wasiukiewicza pomagała mężowi i starał się zrobić zdjęcie. Wtedy rzucił się na nią kolega Wildsteina, który razem z nim uczestniczył w popijawie. Jego z kolei powstrzymałem już ja, ponieważ zdążyłem dobiec na miejsce – relacjonuje reżyser Jerzy Zalewski, bezpośredni świadek awantury

Cała akcja miała miejsce po zakończeniu Marszu Niepodległości. Członek Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego Jerzy Wasiukiewicz (który został zraniony podczas Marszu) miał udać się z żoną do lokalu w celu spożycia posiłku. Rodzina udała się na Plac Zbawiciela, gdzie zastała Dawida Wildsteina z przyjaciółmi, raczących się alkoholem.

– W pewnym momencie Wildstein wstał i poszedł do toalety z butelką w ręku. Po wyjściu z toalety dosiadł się do stolika Wasiukiewiczów i zaczął ich wyzywać. Wasiukiewicz powiedział do niego: „Idź stąd człowieku” – odpowiedź nie spodobała się redaktorowi GPC, ponieważ w następnym momencie rzucił się na działacza Ruchu Narodowego.

Do knajpy przybyła policja. Niestety nie ma wypowiedzi Dawida Wildsteina na temat awantury na Placu Zbawiciela. Internauci na jego facebookowym profilu nazywają go „pijakiem” i „gnojkiem”, aczkolwiek nie ma odpowiedzi na te zaczepki. Większość komentarzy jest pod relacją Wildsteina z Marszu.

Dużo mniej osób niż wcześniej, mniej też rodzin z dziećmi.
Mimo histerii mediów – większość uczestników spokojna i zachowująca się w porządku.
Byłem w środku, więc nie wiem, co się działo na przedzie – ale tam gdzie byłem – straż marszu zachowywała się profesjonalnie, widziałem jak odgoniła siłą kilku typów atakujących policję.
Dużo petard i rac, ja to lubię, kwestia gustu.
Nie słyszałem jakiś obrzydliwych okrzyków – za to wiele fajnych haseł – „Bóg, honor i ojczyzna” albo „Cześć i chwała bohaterom”. Dla mnie spoko, lubię to. Tak samo jak niepochlebne okrzyki o Rosji..
W ramach anegdotki – w pewnym momencie jakiś strażnik marszu mnie zobaczył i zanucił pod nosem „precz z żydowską okupacją” ale zaraz został uspokojony.
Większość ludzi, którzy mnie rozpoznawali, bardzo sympatyczna.
Wśród maszerujących dostrzegłem japońskiego hipstera z aparatem, krzywda mu się nie działa.

Dalej. Najbardziej raziła mnie delegacja węgierskiego Jobbiku. Kto ich zaprosił???
I to na polski marsz NIEPODLEGŁOŚCI?
Przypominam – ta przywódcy tej partii wielbią Putina i akceptują ideę, by Polska była w rosyjskiej strefie wpływów.
To zabawne, zwłaszcza, że przez cały marsz przetaczały się hasła w stylu „ruska k#rwa”. Jeśli chłopaki rozumiały polski, musiały się czuć nieswojo.

Dalej- zachowanie policji- fatalne. I to wobec zwykłych, wcale nie dymiących uczestników. Dla mnie- łamanie ich praw obywatelskich. A bystrzakom co sądzą, że wolno łamać prawa obywatelskie narodowców, bo oni są niefajni, przypomnę, że jutro albo pojutrze taka policja będzie łamać ich prawa obywatelskie...” – pisze Dawid Wildstein na Facebooku.

źródło: myśl24.pl

Zobacz również