UDOSTĘPNIJ
fot. wikimedia / Katarzyna Czerwińska / Claude Truong-Ngoc

Podczas dzisiejszego posiedzenia Sejmu doszło do awantury z udziałem szefowej rządu Prawa i Sprawiedliwości. Opozycja oskarża obóz rządzący o politycznych nominacjach w spółkach skarbu państwa na dotąd niespotykaną skalę. Premier twierdzi natomiast, że jest całkowicie odwrotnie.

Trzeci tydzień września nie zaczął się dobrze dla rządu Prawa i Sprawiedliwości. Liczne publikacje medialne nt. nepotyzmu i rozdawania bardzo dobrze płatnych stanowisk w spółkach skarbu państwa doprowadziły do sytuacji, w której obecny obóz rządzący przeżywa pierwszy poważny kryzys.

W wyniku informacji do jakich udało się dotrzeć mediom, swoją posadę stracił już minister skarbu oraz współpracownik ministra obrony narodowej, Bartłomiej Misiewicz, który jest „twarzą” aktualnie mającej miejsce afery.

Podczas dzisiejszego posiedzenia Sejmu, premier Beata Szydło postanowiła odnieść się do wszystkich zarzutów, jednak jej wystąpienie wzbudziło jedynie śmiech opozycji.

– Przyszliśmy po to, żeby przede wszystkim uchronić majątek Skarbu Państwa przed tym, co wy chcieliście zrobić – sprzedać wszystko – powiedziała premier Szydło wymieniając kilka przykładów prywatyzacji wzbudzających kontrowersje za poprzednich rządów PO.

Na te słowa szefowej rządu Prawa i Sprawiedliwości zareagowała naturalnie opozycja, która najpierw wybuchła śmiechem, a potem zaczęła skandować hasło „Misiewicze”, które odnosi się właśnie do rozdawnictwa państwowych posad wśród działaczy, znajomych i rodzin polityków Prawa i Sprawiedliwości.

Polub fanpage pluralistycznego, bezstronnego portalu o polityce i społeczeństwie :


bh

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również