UDOSTĘPNIJ

W komentarzach pod moimi tekstami i w ogóle w dyskusjach na temat religii i Kościoła katolickiego, w których zdarza mi się uczestniczyć, zawsze pojawiają się te same argumenty. Pierwszy i najczęstszy to ten o muzułmanach i żydach tzn. dlaczego nie piszę i nie wypowiadam się krytycznie o innych religiach. Zarzuca mi się (i nie tylko mi, każdemu kto waży się krytykować chrześcijaństwo w Polsce) strach przed używaniem ostrych argumentów i słów w stosunku do agresywnych muzułmanów lub żydów widzących wszędzie antysemityzm.

Po pierwsze, szczerze nie rozumiem jak ktoś normalny może porównywać siebie do muzułmanów, którzy bardzo często zachowują się jak prymitywni jaskiniowcy i oczekiwać ode mnie, że będę mu wdzięczny za to, że nie zachowuje się on jak zwierzę chcące mnie zabić bez racjonalnego powodu. Czy to wynika z dumy tego człowieka, że jego religia poradziła już sobie z problemem dzikiej i niekontrolowanej nienawiści, czy po prostu z frustracji biorącej się z nieposiadania argumentów przeciwko swojemu adwersarzowi? Nie wiem.

Po drugie, będąc Polakiem mieszkającym w Polsce nie mam zbyt wielu okazji do krytykowania żydów i muzułmanów z bardzo prostego powodu – tych dwóch grup w Polsce jest garstka a gdy się już pojawią (jak np. Zespół Dawah Polska) to wszyscy ich ignorują. Ich obecność nie wpływa (jeszcze) na moje życie tak bardzo jak robi to chrześcijaństwo.

Oczywiście jeśli żydzi lub muzułmanie dają powody do ich krytykowania to robię to bez większych ogródek czego dowodem może być choćby mój wpis „Po uboju rytualnym czas na obcinanie łechtaczek dziewczynkom” gdzie prymitywne rytuały religijne muzułmanów i żydów nazwałem chorymi i bestialskimi praktykami niezdrowych na umyśle ludzi.

Wiele razy także ostro wypowiadałem się o Izraelu, który wdraża w życie politykę III Rzeszy uchwalając faszystowskie prawo tj. segregacja rasowa w autobusach i przedszkolach, ustanowienie nadrzędności żydów nad ludźmi innych religii i ras czy rasistowska polityka dot. przyznawania obywatelstwa.

Zabawny jest też fakt, że gdy skrytykuję żydów lub muzułmanów to wtedy odzywają się pokrzywdzeni wyznawcy (lub obrońcy) judaizmu i islamu zarzucając mi, że nie odważyłbym się w taki sposób skrytykować chrześcijaństwa. Zdaje się zatem, że nie ważne kogo skrytykujesz, nie ważne czy skrytykujesz każdego po równo i sprawiedliwie według zasług – zawsze zostaniesz oskarżony o strach przed krytyką tych lub tamtych.

Wiąże się to też z drugim zabawnym faktem. Otóż gdy skrytykuje się religię (wypowiadając się ogólnie o religii jako zjawisku, nie odnosząc się do żadnego konkretnego wyznania) to wszyscy wyznawcy zarzucą ci brak obiektywizmu i uwzięcie się na ich religię. Żyd nazwie cię antysemitą, muzułmanin islamofobem a chrześcijanin komuchem.

Bardzo często pojawiającym się argumentem ad islamicus i ad iudaismus  jest także „A podrzyj Koran/Torę jak taki odważny ateista z ciebie”. Osobiście nie widzę powodu by drzeć jakąkolwiek książkę bo jako osoba bardzo dużo czytająca wolę dołączyć te książki do swojej kolekcji. Z tego samego powodu nie podarłbym Mein Kampf czy Manifestu Komunistycznego, mimo że ideologie które reprezentują nie znoszę chyba bardziej od religii. Oczywiście jeśli ktoś chce niszczyć zakupione przez siebie książki to niech to robi, nic mi do tego co ktokolwiek robi ze swoją własnością.

Wydaje mi się, że muszę się po prostu z tym pogodzić i spróbować z tym żyć. Ot, taki ze mnie antysemicki islamofobokomuch.

Drugim najczęściej się pojawiającym argumentem, szczególnie w okresie każdego większego święta chrześcijańskiego jest argument „Gdyby nie chrześcijaństwo to nie byłoby wolnych od pracy dni” lub „Jako ateista powinieneś być wdzięczny za chrześcijańskie święta bo masz wtedy wolne”.

Zawsze gdy spotykam się z tym argumentem to zastanawiam się czy osoba nim się posługująca to troll czy zwykły przedstawiciel gatunku homo idioticus. Nie rozumiem jak można obrażać się na krytykę swojej religii i jednocześnie samemu marginalizować celebrację narodzin i „śmierci” własnego boga do kolejnej okazji na „wolne”. Taki obrońca swojej religii tym samym nieświadomie udowadnia każdemu wokół płytkość własnej wiary, wszak jedyną wartością świąt jaka przychodzi mu na myśl są „dni wolne od pracy”. To coś na wzór argumentu „ateizm to też religia”, z którego można wywnioskować, że posługujący się tym argumentem uważa religię za coś wystarczająco negatywnego by obrzucić nim adwersarza.

Pominę całkowicie kwestię „chrześcijańskich świąt” bo jak większość z nas wie, takie święta jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie nie są świętami chrześcijańskimi jeno zaadaptowanymi z religii pogańskich. Ale zgoda – i to, i to to religia więc można jakoś przymknąć oko na tą nieścisłość na potrzeby dyskusji.

Trzecim najczęściej pojawiającym się argumentem, a raczej żądaniem funkcjonującym jako argument jest „Podaj źródło!”. Oczywiście strona krytykująca religię może podawać niezliczoną ilość źródeł i dowodów bez większego skutku. Dzieje się tak bowiem za wiarygodne źródła uważa się wyłącznie te zaaprobowane przez daną religię, a najlepiej gdy źródło pochodzi właśnie od samej religii.

Jednak nawet podanie źródła, które teoretycznie powinno zostać zaakceptowane przez apologetę z automatu, często spotyka się z odrzuceniem. Mowa tu o Biblii, Koranie i Torze. Wtedy zarzuca się krytykującemu złą interpretację, wyrywanie z kontekstu i złą wolę. Dochodzi też wtedy do zabawnych sytuacji gdzie broniący swej wiary dyskutant stara się wytłumaczyć wszystkim, że słowo „zabij” nie oznacza wcale zabij tylko miłość, miłosierdzie lub co najwyżej dezaprobatę. Coś jak z kreacjonistami – gdyby dowód na ewolucję zaszedł ich od tyłu i kopnął w cztery litery to ci nadal twierdziliby, że to oszustwo Szatana.

Kolejnym quasi argumentem osób wierzących jest ich odwoływanie się do poszanowania wierzeń i religii innych. O poszanowaniu religii już pisałem w „Masz prawo nie wierzyć ale Biblię to ty szanuj!” więc odsyłam do tekstu. Na wspomnienie zasługuje jednak powtarzające się żądanie poszanowania wierzeń i zasłanianie się skandalicznym paragrafem 196 o obrazie uczuć religijnych. Już samo to, że osoba która domaga się wolności wyznania i nierzadko broniąca demokracji posługuje się cenzurą wypowiedzi i sumienia, jest hańbiące. Osoba ta nie dostrzega także potoku nienawiści, który spływa na osoby niewierzące z ambon i katolickich mediów każdego dnia. Potępianie ateizmu samego w sobie, szkalowanie osób niewierzących i sugerowanie im braku sumienia, wrogości do wszystkiego co „dobre” stało się tak powszechne, że nikomu już to nie przeszkadza.

Oczywiście wśród ateistów i antyklerykałów także zdarzają się jednostki prymitywne, pozbawione argumentów i pełne agresji, które niczym nie różnią się od przysłowiowych moherowych beretów. Ich liczebność w stosunku do normalnych ateistów odpowiada mniej więcej stosunkowi liczby moherowych beretów do zwykłych chrześcijan. Tutaj może zaskoczę wielu czytających ten tekst, albowiem takich „moherowych ateistów” nie znoszę jeszcze bardziej niż fanatycznych katolików. Uważam, że od ateisty powinno oczekiwać się czegoś więcej niż od osób wierzących w gadające węże i krzaki (w co wierzą i żydzi, i muzułmanie, i chrześcijanie).

Absurdalnych argumentów, po które sięgają osoby wierzące jest oczywiście o wiele więcej jednak brakłoby miejsca by do wszystkich się odnieść. Dlatego takie światłe myśli jak „skoro jesteś ateistą to religia nie powinna cię interesować” lub „przecież nikt cię nie zmusza do chodzenia do kościoła” albo „jak ci nie pasuje to się wypisz albo wyjedź z kraju” itd. zostawiłem sobie na następny raz.

Podsumowując. Mój stosunek do każdej religii, począwszy od pogaństwa przez buddyzm aż po religie judeochrześcijańskie jest taki sam – negatywny. Zdarzyło mi się jednak urodzić Polakiem i żyć w kraju zdominowanym przez katolicyzm/chrześcijaństwo więc to na nim skupiam się najbardziej. To dosyć naturalna postawa i powinna być stosunkowo łatwa do zrozumienia.

Zobacz również