UDOSTĘPNIJ
źródło: wikimedia.org/LukaszPlewnia, flickr.com

Czarne chmury nad członkami PiS. Politycy partii rządzącej dostali się pod lupę brukselskich kontrolerów. Okazało się, że istnieją pewne niezgodności, co do niektórych eurodeputowanych Prawa i Sprawiedliwości. Pięciu z nich zatrudniało bowiem „na lewo”

Władze Unii zainteresowały się działalnością kilku polskich europosłów. Postanowiono zbadać, w jaki sposób ci zatrudniali kolejnych ludzi. Śledztwo wywołało burzę w partii rządzącej Polską. Okazało się, że pięciu obecnych i byłych eurodeputowanych z PiS robiło to na lewo – Ryszard Legutko, Beata Gosiewska, Zbigniew Kuźmiuk, Tomasz Poręba, a także obecny minister żeglugi śródlądowej, Marek Gróbarczyk. Ta kompromitacja mocno zatrzęsła obozem Kaczyńskiego i uderzyła w wizerunek formacji.

Co czeka osoby, które zatrudniały ludzi na lewych etatach? Jak podaje Marjory van den Broeke, przedstawiciel prasowy europarlamentu, pierwszy krok to wstrzymanie umowy z zatrudnionymi na lewo osobami. Następnie europoseł ma miesiąc na złożenie wyczerpujących wyjaśnień, które muszą przekonać władze UE. Jeśli tak się nie stanie, deputowany jest zmuszony oddać pieniądze, które przekazywał zatrudnionym na lewo.

Warto zaznaczyć, że kwoty te są naprawdę niemałe. Doniesienia o zatrudnianiu na lewo po raz pierwszy pojawiły się już dwa lata temu. Przez kolejne miesiące władze UE przeprowadzały audyt. W tym czasie zatrudnieni na lewo cały czas pracowali i otrzymywali wynagrodzenie. Politycy PiS będą w takim razie zmuszeni oddać po kilkadziesiąt tysięcy euro, które nagromadziły się przez okres zatrudnienia danej osoby.

pt

Zobacz również