UDOSTĘPNIJ

Cały nasz kraj żyje teraz aferą taśmową, która jednak jest tylko jedną wielką zasłoną mającą przykryć cichą ministerialną przebudowę struktury władzy. Z dnia na dzień Ministerstwo Ochrony Środowiska gubi literki i dzisiaj już ciężko doszukać się jakiejkolwiek ochrony. Wszystko z winy zapalonego myśliwego wiceministra Janusza Ostapika, który po kwietniowych przetasowaniach w resorcie został Głównym Konserwatorem Przyrody. Wilk przebrany za sympatyczną babcię, który tylko czeka by pożreć tych, którzy mu zaufają. Co takiego wymyślił ten urzędnik, że spowodowało to tak gruntowną zmianę kierunku ministerstwa? Oczywiście cała sprawa sprowadza się do zezwolenia na odstrzał zwierząt. Celem tym razem mają być łosie.

Z etycznego punktu widzenia polowanie budzi poważne wątpliwości. Odbieranie życia zwierzętom spokojnie żyjącym sobie w naturze z powodu tzw. łowieckiej tradycji powinno być wyraźnym sygnałem dla nowoczesnego społeczeństwa, że coś jest z nim nie tak. Nigdy nie wiadomo, czy takiego myśliwego nie najdzie ochota obrócić lufę w stronę ludzi. Może właśnie z obawy o bezpieczeństwo istot ludzkich prawo zezwala na polowania, by umożliwić myśliwym wyładowanie swojej agresji. Jednak jak widać, to nie działa bo żniwo ofiar ludzkich przy wypadkach podczas łowów nie maleje, a rocznie są to setki przypadków. Co jakiś czas w mediach można przeczytać o postrzelonych myśliwych, członkach rodziny czy spacerowiczach.

Dlaczego obranie łosi na cel jest tak bulwersujące? Od 13 lat obowiązuje w Polsce moratorium na odstrzał łosi. Dzięki temu całkowicie przetrzebiona populacja tych zwierząt na skutek polowań w latach 90 dotrwała do dnia dzisiejszego. Obecnie według oficjalnych danych łosi jest w Polsce około 13 tys. Nie jest to liczba duża, ale Ministerstwo twierdzi, że jest i tak ich za wiele. Sądzę, że wyliczenia te są przesacowane biorąc pod uwagę fakt, że łoś bardzo często migruje i może być policzony w kilku miejscach. Dlatego nieoficjalnie można mówić o populacji o wiele niższej. Obecnie forsowany przez wiceministra projekt rozporządzenia przewiduje przywrócenie odstrzału na zasadach sprzed wprowadzenia moratorium. Zasad, które uratowały populację tych zwierząt, a których zniesienie na pewno doprowadzi do całkowitego zaniku gatunku w Polsce.

Jak ta inicjatywa jest uzasadniona? Najbardziej skandaliczny argument to ten mówiący, że zniesienie moratorium spowoduje wzrost zainteresowania turystyki łowieckiej w naszym kraju. Rządzący dążą chyba do tego by nasz kraj był jak najlepszą przystanią do wszelakich biznesów powiązanych z znęcaniem się nad zwierzętami. Już jesteśmy krajem, do którego uciekają fermy futrzarskie z Europy – dlaczego mamy być jeszcze myśliwskim rajem? Kolejne uzasadnienie odstrzału to wypadki samochodowe z udziałem łosi. Czy łosie specjalnie wychodzą na drogi i zderzają się z autami? Chyba nie. Wypadki są powodowane przez nadmierną szybkość samochodów na trasach wyraźnie oznakowanych zagrożeniem ze strony dzikich zwierząt jak i brakiem specjalnych przejść dla nich, tak by ulica nie była jedyną drogą pomiędzy częściami lasu.

Zastanawiające jest dlaczego Ministerstwo nie posłucha co specjaliści mają do powiedzenia w tym temacie. Przecież nawet nie muszą na to specjalnie wydawać pieniędzy, bo już to zrobili. Raport za niemal 700 tysięcy złotych – ?Strategię ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce?. Naukowcy stanowczo wypowiadają się przeciwko zniesieniu moratorium i wyraźnie wskazują we wspomnianym dokumencie, że wyliczenia co do populacji są mocno przeszacowane, a żaden odstrzał łosi nie wpłynie na ilość wypadkach na drogach. Ministerstwo oczywiście jest głuche na badania i argumenty, za które tyle zapłaciło. Zawsze przecież można wmówić typowemu Kowalskiemu, jakie to wielkie pieniądze kosztują straty spowodowane przez łosie. Te czasem wyciągane półtora miliona dla mnie czy dla każdej jednostki to kwota duża, ale jak się ją rozłoży na całe społeczeństwo, to już taka duża się nie wydaje. Szkoda, że resort środowiska zapomina o tym, jakie zyski generują łosie w branży turystycznej. Nie jest tajemnicą, że obejrzenie takich zwierząt w ich naturalnym środowisku jest bardzo wśród turystów pożądane.

Wśród środowiska obrońców praw zwierząt i proekologicznych nastąpiła pełna mobilizacja. Kilka petycji zebrało już prawie 40 tysięcy podpisów, a dużymi krokami zbliża się fizyczna manifestacja sprzeciwu tuż pod oknem myśliwego wiceministra. Na pewno argument jest lepiej słyszalny przez megafon, albo kilkanaście. Po stronie łosi stanęły Komitet Ekologii Polskiej Akademii Nauk i Państwowa Rada Ochrony Przyrody, które negatywnie zaopiniowały projekt rozporządzenia. Sprzeciw jest, rośnie i jest szansa, że w tej walce resort polegnie.

Sprawa jest o tyle irytująca, że nie tak dawno ministerstwo można było za wiele rzeczy pochwalić. Dlaczego jeden człowiek musi to wszystko niszczyć? Na stanowisku wiceministra w takim resorcie powinna stać osoba odpowiadająca za stan całego środowiska w naszym kraju, a nie reprezentująca potrzeby małej grupy ludzi. Jeżeli pozwoli się na taką sytuację, to niedługo doczekamy się wielkiej Polski łowieckiej, gdzie nawet gatunki zagrożone schowają się w najgłębszą norę. Tak więc dla pana Janusza rada jak na dołączonym do tekstu obrazku – zwolnij ze takimi pomysłami dla swojego dobra.

Pod tym adresem można podpisać petycję WWF :
http://petycja.wwf.pl/?utm_source=wwf.pl&utm_medium=banner_glowna&utm_campaign=losie

Zdjęcie dzięki uprzejmości Doroty Wiland.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułRostowski wiedział o podsłuchach?
Następny artykułPolska Demokracja
Michał Michałowski
Student informatyki na Wojskowej Akademii Technicznej, zawodowo zajmujący się informatyką, związany z grupami działającymi na rzecz ochrony środowiska, energetyki odnawialnej oraz praw zwierząt. Członek Warszawskiego Forum Samorządowego.

Zobacz również