UDOSTĘPNIJ

Dla Wyborczej wypowiedział się dr Michał Tyszkowski, prezes Zarządu Centrum Lokalizacji C&M – firmy zajmującej się tłumaczeniami technicznymi. Opowiedział o swoich przygodach z urzędnikiem ZUS-u, które mrożą krew w żyłach.

Chodziło o to jakie formy zatrudnienia wybrał Tyszkowski. Firma zatrudniała część tłumaczy na etat, a z częścią współpracowała na zasadach umowy o dzieło. Byli to wolni strzelcy, którzy pracowali w domu, na własnym sprzęcie i nie musieli podejmować żadnych zleceń.

Jesienią 2014 roku do dr Tyszkowskiego przybył młody urzędnik z ZUS na kontrolę. Postanowił zgłębić tajniki zatrudnienia pracowników przez firmę. W pewnym momencie kontroler miał zażądać wydruku wszystkich tłumaczeń od… 2007 roku. Po krótkiej kalkulacji okazało się, że chodzi o 120 000 stron. Urzędnik zażądał, żeby firma dostarczyła wydruki w ciągu… doby.

To nie był koniec żądań urzędnika ZUS-u. Młody kontroler zażądał, by firma dostarczyła mu całą korespondencję mailową ze współpracownikami. Zapis maili z 8 lat. Urzędnik musiał jednak obejść się smakiem, ponieważ dr Tyszkowski poinformował go, że nie ma obowiązku gromadzenia korespondencji. Mężczyzna próbował udowodnić, że firma nie może zatrudniać ludzi na umowę o dzieło, ponieważ, jak twierdził „wykonawcy tłumaczeń nie muszą mieć specjalistycznych umiejętności”.  Dzieło zaś musi mieć charakter indywidualny.

Co najlepsze, kontroler stwierdził, że pracownicy na umowach o dzieło są kontrolowani, ponieważ… mogą zadawać zleceniodawcy pytania mailem. Ma to oznaczać… niedopuszczalną ingerencję pracodawcy w działanie osoby zatrudnionej na umowie o dzieło. ZUS stwierdził więc, że należy ukarać firmę. Chodzi o kilkaset tysięcy złotych. Kara najpewniej zrujnuje przedsiębiorstwo.

Polecamy subskrybować kanał Pikio TV na Youtube co można zrobić pod tym LINKIEM

Polub Pikio.pl, by być na bieżąco:

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również