UDOSTĘPNIJ

Krótka i wyjątkowo burzliwa kariera przyniosła Bartłomiejowi Misiewiczowi wiele rzeczy. I choć szacunek społeczeństwa raczej nie jest jedną z nich, to pieniędzy i sławy nikt mu – przynajmniej na razie – nie zabierze. 

Podobno nie ważne jak mówią, byleby mówili. Przypadek Misiewicza wpisuje się w ten schemat po prostu idealnie. Chociaż na jego młodą i bystrą głowę wylewano ostatnio wiadra medialnych pomyj, to rozgłos i tak mu się przyda.

Chociaż Misiewicz wyleciał z Prawa i Sprawiedliwości z hukiem, jakiego w stolicy nie słyszano od rozgromienia bolszewików w Bitwie Warszawskiej, to rękę wyciągnęła do niego inna partia. I wcale nie chodzi o jedno z ugrupowań, które w zasadzie nie różnią się od Prawa i Sprawiedliwości niczym poza nazwą, jak Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry czy Polska Razem Jarosława Gowina.

Kto więc pokusił się o zaoferowanie pracy takiej politycznej osobowości, najgorętszemu nazwisku ostatnich tygodni?

Łódzki oddział SLD. Co prawda tam nie zaoferują mu pensji w okolicach 50 tysięcy miesięcznie, jednak – jak tłumaczą – „gdzieś doświadczenie zdobywać trzeba”.

– Obecnie jest Pan pozbawiony tak pracy, jak i szansy na posadę odpowiadającą Pańskim, jak sądzimy, aspiracjom. Dlatego mamy propozycję. Chętnie zatrudnimy Pana w nowym zespole, którego zadaniem będą szeroko rozumiane kontakty z mediami, obsługa strony Internetowej oraz mediów społecznościowych. Biorąc pod uwagę Pańskie, niewielkie, ale jednak, doświadczenie zdobyte podczas pracy w charakterze rzecznika prasowego Ministerstwa Obrony Narodowej myślimy, że naszą ofertę kierujemy do właściwej osoby – czytamy w skierowanej do Misiewicza ofercie.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również