UDOSTĘPNIJ

Na portalu natemat.pl pojawił się wywiad z Katarzyną Bratkowską, która publicznie oświadczyła, że 24 grudnia usunie ciążę. Działaczka feministyczna nie ma zamiaru podawać powodów, dla których zdecydowała się na ten krok. Zapytana o takowe, odpowiada:

„Kobieta powinna mieć prawo do aborcji na żądanie, bez podawania powodów. Dlatego że te powody mogą być tak różne, tak płynne, że nie powinny być poddawane jakiejkolwiek ocenie. Jeśli zakładamy, że kobieta ma prawo decydować o swoim ciele, to nie musimy za każdym razem pytać jej, dlaczego tym razem nie chce pani skorzystać ze swojego prawa. A jeśli już tak odgórnie, ustawowo ingerujemy w integralność ciała, to zacznijmy robić to także w innych sytuacjach.”

Zastanawiają mnie w tym wszystkim intencje Pani Bratkowskiej. Rozumiem że płynne powody, które nie powinny być poddane ocenie są na tyle ważne dla tej Pani, że zdecydowała się na ten krok. Być może ma ona kłopoty finansowe, być może nie chce stracić figury, albo po prostu nie czuje się gotowa na dziecko. Możemy też domniemywać, że jest ona tak bardzo zaangażowana w wyznawaną przez siebie ideologię, że postanowiła poświęcić powołane przez siebie życie „w imię idei”.

Feministki zaciekle walczą o prawa do swojego ciała. W moim mniemaniu owszem, każda kobieta ma pełne prawo do swojego ciała i decydowania o nim. Ma pełne prawo do tego, aby podejmować decyzje, które uchronią ją przed nieplanowaną ciążą, czyli chociażby stosowanie antykoncepcji czy zwyczajna wstrzemięźliwość seksualna. W sytuacji kiedy doszło do poczęcia dziecka, Pani Bratkowska miała pełne prawo podjąć decyzję o swoim ciele, zapomniała jednak, że każda decyzja niesie ze sobą jakieś konsekwencje. W tym właśnie jest część istoty człowieczeństwa. Mamy wolną wolę, nie musimy się nikomu pchać do łóżka, ani kogoś do niego zapraszać, kiedy wiemy że może to skutkować ciążą. Pozostaje też tutaj kwestia zwykłej odpowiedzialności za własne czyny. W każdym wypadku unikanie odpowiedzialności, na jakiejś płaszczyźnie się kończy źle. Tym się różnimy od zwierząt, że potrafimy panować nad instynktami. Inaczej jest w sytuacji gwałtu, jednak w tym przypadku akurat wątpliwym jest, że poczęte dziecko jest wynikiem takiego zdarzenia. Pani Bratkowska widać jest na tyle odważna, aby czynić ekshibicjonizm w sprawie aborcji, że na pewno przyznałaby, iż została skrzywdzona i rozpacz popycha ją do tego czynu. Ja przynajmniej, jako kobieta na to bym liczyła.

 

W dalszej części wywiadu Pani Bratkowska wyraża się o swoim dziecku jako o „zarodku”, ponieważ taka jest naukowa definicja tego, co akurat znalazło się (przypadkiemlub nie) w jej ciele. Jej zdaniem, określanie „zarodka” maleństwem, jest kierowane tylko i wyłącznie emocjami. Dalej jednak z naukowego punktu widzenia, ten właśnie „zarodek” nie rozwinie się w nic innego, tylko właśnie w dziecko. Pojawi się serce, rączki, kręgosłup, główka. Zastanawia mnie na jakim etapie jest jej zarodek. Czy ma już palce u rąk, lub bijące serduszko? Zarodek z bijącym serduszkiem nie jest dzieckiem, nie jest to życie?

 

Dalej w wywiadzie Pani Bratkowska przyznaje, że zrobi to w dowolny przez siebie sposób. Poprzez połknięcie tabletki i inne tego typu rzeczy. Pyta też, kto ją skontroluje, czy policja będzie w stanie to zrobić? Policja nie, ale lekarze na pewno, szczególnie w momencie, kiedy pojawią się komplikacje i straci przytomność lub dostanie bóli nie do zniesienia. Czy ten „ideologiczny performance” jest warty tego aby niszczyć swoje zdrowie?

 

Na koniec ostatnie pytanie. Czy Pani Bratkowska zamierza tym krokiem (czyli zabiciem własnego zarodka, który z każdym dniem coraz bardziej wygląda jak człowiek) wytoczyć kolejne działo przeciwko Kościołowi (wybór daty aborcji ? 24 grudnia), systemowi patriarchalnemu i dominacji mężczyzn nad kobietami? Jeśli tak, to obawiam się że to działo może okazać się dla niej zbyt ciężkie do uniesienia. Jednocześnie okaże się zbyt małe, do tego aby zrobić jakąkolwiek krzywdę całym wiekom, kiedy właśnie wykształcił się system patriarchalny i rozwijał Kościół Katolicki.

 

Szkoda mi zdrowia i życia tej Pani, szkoda mi jej dziecka, które mogłoby być wspaniałym człowiekiem, szkoda mi również tego co będzie czuła po tym „zabiegu”, jeśli rzeczywiście do niego dojdzie.

 

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułChodorkowski, człowiek z chmur i Putin – Król Słońce
Następny artykułDwu-podział władzy
Aleksandra Kostecka
Reprezentantka Ruchu Narodowego. Współpracuje z portalami wmeritum.pl (jedyna kobieta w dziale moto) i pikio.pl. Studentka resocjalizacji. Zawodowo pracuje jako Copywriter. Kocha morze i stare samochody.

Zobacz również