UDOSTĘPNIJ

Fenomen średniowiecznej Islandii – kraju tak skrajnie niepasującego do feudalnych realiów, wciąż szokuje wielu historyków. Sam temat stał się w ostatnich latach dość nośny w środowiskach wolnościowych, głównie za sprawą pracy Davida Friedmana pt. ?Private creation and enforce of law: a historical case?, która zainspirowała mnie do napisania tego artykułu.

Aby zrozumieć, dlaczego na wyspie gejzerów I zórz polarnych przez około 300 lat panowała swego rodzaju anarchia, trzeba cofnąć się do końca IX wieku, kiedy to rozpoczął się proces zasiedlania wyspy. W tym właśnie okresie w Norwegii, do władzy doszedł bardzo ambitny król Harald Pięknowłosy, który zreformował swój kraj (Nie będę tutaj wymieniał wszystkich jego zasług, gdyż nie o tym jest ten artykuł). W każdym razie jednym z jego postanowień było wysłanie na morze północne osadników w celu osiedlenia niezagospodarowanych terenów takich jak m. in. Wyspy Owcze i Islandia.

Największy islandzki historyk Ari Thorgilsson (dla swoich rodaków jest tak sam wybitną postacią, jak dla nas Gall Anonim) w swoich dwóch pracach – Landnámabók i Íslendingabók powołuje się na bardzo istotny powód migracji nowych osadników ? otóż w momencie przybycia obcych, na terenie tym nie istniał żaden ośrodek państwowy. Efekt tego był taki, że nowi przybysze zajęli wyspę bez walki i mogli w spokoju ustanowić swoje własne prawa. Okres pomiędzy rokiem 930, kiedy utworzony został Athling, czyli parlament a 1262 kiedy zawiązano stare przymierze między Islandią a Norwegią zwany jest ??jó?veldi??, czyli tłumacząc to na polski, jest to coś w rodzaju ?islandzkiej wspólnoty narodów? i to właśnie ten okres jest najbardziej fascynujący.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że instytucje i prawa, jakie panowały w tym czasie zostały wynalezione przez szalonego ekonomistę chcącego przetestować do granic wytrzymałości funkcje wolnego rynku i sposób, w jaki wypierałyby one rząd w wykonywaniu jego podstawowych funkcji.

Pierwszą istotną różnicą między społeczeństwem islandzkim a feudalną Europą, była dość spora wolność obywateli. Różnice w statusie społecznym czy majątkowym były stosunkowo niewielkie i niemiały wpływu na to czy dana osoba była wykluczona ze wspólnoty. Nawet niewolnicy (zwani thrallami), którzy stanowili około 3% całej populacji nie byli aż tak wykluczoną grupą (W niektórych sagach są wzmianki, jakoby pan musiał prosić swojego niewolnika o zwrot rzadkiego i cennego miecza, którego nie mógł odebrać siłą).

Sama kwestia sprawowania władzy również nie pasuje do realiów średniowiecznej Europy. Zamiast typowej władzy monarszej z silną pozycją króla, nadzór nad autonomicznymi prowincjami sprawowali lokalni wodzowie. Podział administracyjny był klarowny i przedstawiał się w następujący sposób:

a) 4 główne prowincje (coś a?la województwa czy hrabstwa)

b) Każda z wyżej wymienionych prowincji podzielona została na kolejne 9 zwane ?godord?

c) Godordy te następnie zostały podzielone na jeszcze 3 mniejszy okręgi zwane ?thingami?

Godordy reprezentowały grupę ludzi, którzy następnie sprzymierzały się, lub oddawały pod opiekę ?godiemu?, czyli wspomnianemu lokalnemu wodzowi. Dzięki takim korelacjom pomiędzy szczeblem regionalnym a nazwijmy to ?samorządowym?, lokalne wspólnoty nie potrzebowały silnej władzy centralnej i potrafiły same stanowić własne prawa, które notabene nie były jednakowe we wszystkich prowincjach. Kolejną bardzo interesującą nowinką, tym razem dotyczącą wymiaru sprawiedliwości były sądy. Te, uwaga?były całkowicie prywatne! Oznaczało to ni mniej, ni więcej, że każda osoba pokrzywdzona, mogła zgłosić sprawę wybranemu przez siebie godiemu, ten następnie zwoływał arbitraż. W tym momencie zarówno powód, jak i oskarżony, mogli wybrać według własnego uznania sędziów (każdy po 50%). Jeśli sąd zdecydował o ukaraniu oskarżonego, ten był zmuszony zapłacić odszkodowanie. Jeśli nie był wstanie uiścić kary, mógł pójść do lokalnego godiego, lub poprosić o pomoc swoją rodzinę, a gdy wyczerpał już wszystkie możliwości mógł odpracować swoją karę poprzez oddanie się w niewolę na określony czas. Warto wspomnieć, że biedni ludzi wcale nie byli w gorszej sytuacji niż ich bogatsi bracia. Mogli oni, więc dosłownie sprzedać swój wyrok godiemu, czy też innemu lokalnemu zarządcy, ten następnie na własną rękę miał prawo ścigać osądzonego według wydanego wyroku. W sytuacji, gdy skazany nie chciał odpracować swojej kary, był on wyjmowany spod prawa i stawał się banitą. Podobne sytuacje miały miejsce w niektórych wczesnośredniowiecznych społeczeństwach barbarzyńców (markomanów, kwadów, franków salickich, czy tez turyngów), gdzie pojęcie główszczyzny, czyli ?wergeld? było częścią prawa zwyczajowego. Różnica polega jednak na tym, że Islandczycy ścigali przestępców prywatnie, na własną rękę, u barbarzyńców natomiast odpowiedzialną za wydanie wyroku była cała rodzina, co więcej poprzez utrwalenie takiego stanu rzeczy niemożliwe było utrzymanie pokoju, głównie z powodu wiecznie trwających zemst.

Ostatecznie, system ten załamał się po upływie około 300 lat. Jednym z głównych powodów była monopolizacja systemu sprawiedliwości przez pięć najzamożniejszych rodzin. Te z kolei wykupiły większość lokalnych nadzorców, przez co konkurencja z czasem słabła, aż doszło do pewnej formy wyzysku wolnych obywateli. Ostatecznie doprowadziło to do rewolty, a następnie do wzmożonej działalności norweskiego króla Haakona IV, który widząc osłabione społeczeństwo wykorzystał okazję i porozumiał się z islandzkimi naczelnikami łącząc ten kraj z Norwegią w jedną unię w roku 1262.

Historia średniowiecznej Islandii do dzisiaj intryguje wielu libertarian i zwolenników anarchokapitalizmu. Czy możliwa jest całkowita decentralizacja władzy i sprywatyzowanie sądów a także pozbycie się zakusów etatystycznego państwa w XXI wieku? Cóż na to pytanie nie sposób odpowiedzieć, ale przykład kraju, który opisałem powyżej, potwierdza że jest to możliwe (przynajmniej pod pewnymi warunkami).

Zobacz również