UDOSTĘPNIJ

Po wymianie uprzejmości w komentarzach pod tekstami dotyczącymi sensacyjnego serialu pod tytułem: „Teczki” stwierdziłem, że  słuszny od lat ma kierunek nasza władza, której sposobem rządzenia jest polaryzacja środowisk – i nie chodzi tu tylko o prezesa Kaczyńskiego, który jest tylko polityczną emanacją określonej postawy współrodaków.

W kreowaniu wirtualnej rzeczywistości swojego rodzaju świata równoległego, czynny udział mają różne sekty – niekoniecznie religijne. W określeniu tym zamykają się też partie polityczne, lewicowe i prawicowe. Pragnienia wyborców są realizowane przez politykierów w sukienkach i garniturach. Oni muszą mówić i robić to, co ich wyborca chce usłyszeć; a jak jest głuchy, to trzeba mu powiedzieć, co słyszy. Nie ma sensu wskazywać paluszkiem, jakie to są sekty, bo to już nie ma żadnego znaczenia. Nie mają też znaczenia same teczki, tak samo jak nie ma znaczenia aborcja, eutanazja, antykoncepcja, Gender – to wszystko jest grą, w którą wciągani są widzowie w tym teatrze absurdu.

Ludzie inteligentni o rzeczach oczywistych nie dyskutują – na przykład: teczki. To temat dla służb specjalnych, które powinny prowadzić tajne działania operacyjne oparte o przepisy prawa państwa demokratycznego, wyłuskując ludzi na stanowiskach państwowych, którzy prowadzą dalej swój niecny proceder. Po udowodnieniu im przed sądem (najlepiej tak, żeby nie zawracać dupy społeczeństwu) działań antypaństwowych, zamykać do ciupy na cztery spusty.

W naszym kraju to utopia, bo nie mamy ani takich służb, ani sądów i na razie nie zapowiada się na to, że będziemy mieli. Czemu? Kasetonowe bombardowanie teczkami ma zawsze ten sam scenariusz. Kolejność działań jest systematycznie odwrotna – najpierw jest wyrok, a później zastanawiają się, czy podpisy i dokumenty są prawdziwe.

Powodem obecnego nalotu była wdowa po Kiszczaku, która jest osobą starszą i wyraźnie cierpi na demencję z powodu wieku. Twierdzi, że jej mąż to narodowy bohater, czemu część przeciwników Wałęsy półgębkiem przytakuje; raz mówi, że chciała kasy, bo na pomnik jej trzeba, a drugi raz, że już niekoniecznie. Z jej domu wyciągnięto parę kartonów, w których miało być w kit dokumentów, ale urzędnik państwowy rzucając wprawnym okiem, zaoszczędza roboty technikom grafologom i stwierdza, że ta jedna konkretna teczka, to nowa kanoniczna ewangelia. A co z resztą? Przecież też mógł rzucić okiem, oszczędzając kasy podatnikom na jakieś idiotyczne procedury w sądach. Pan urzędnik nie jest inteligentnym człowiekiem -wychodząc przed jupitery i opowiadając duby smolone o rzeczach oczywistych, dodaje do tego niesprawdzone informacje.

W tej grze nie ma znaczenia, czy Wałęsa był TK, czy nie był. Zbankrutowana komuna i tak musiała upaść, a Lech Wałęsa został po prostu tego twarzą, podejmując w odpowiednim czasie i miejscu odważne działania. Swoje zrobił, tak jak na tamten czas potrafił i jakie miał możliwości; jedne rozwiązania były lepsze, drugie gorsze, a dziś razem z Janem Pawłem II (któremu notabene też można zarzucić różne niezbyt święte posunięcia) są najbardziej rozpoznawalnymi Polakami na świecie. Po co więc temat drążyć? Czemu tych wrażliwych spraw nie zostawić historykom?

Fakt jest taki, że nikt nigdy się nie dowie, jak było naprawdę i nikt nigdy tego obiektywnie nie będzie w stanie ocenić. Czemu? Ponieważ nawet gdy znajdą się dokumenty, zmartwychwstaną świadkowie, to i tak nikt nam nie powie, że „białe jest białe, a czarne jest czarne” – to stwierdzenie nie było zwykłym przejęzyczeniem – to była szczera prawda. Tak myślą ci, którzy nie potrafią uznawać argumentów niezgodnych z ich linią polityczną i oglądem rzeczywistości. Tym sposobem osoby naprawdę winne mogą nie zostać osądzone i ukarane, a niewinni – wręcz przeciwnie.

Prawda jest brutalna: nie ma w Polsce środowisk o odmiennych światopoglądach, które potrafią ze sobą rozmawiać… ba! nie ma nawet w Polsce środowisk, które we własnym gronie potrafią racjonalnie rozmawiać. Dotyczy to lewicy, prawicy, Kościoła katolickiego, wiernych, ateistów. Nie potrafimy się czasami sami ze sobą dogadać we własnym kręgu, a co tu mówić dopiero o dyskursie ponad podziałami! Tyle się mówi o tym, że poziom wymiany poglądów leży na dnie, że trzeba społeczeństwo edukować. I jak to się przekłada na rzeczywistość? Wystarczy popatrzeć na stan naszej lewicy, która tak pięknie mówi o edukacji społecznej.

Świat natomiast dostaje kolejne sygnały, że z tymi Polakami coś jest nie tak, że są jacyś dziwni. I świat ma rację, bo u nas próba dyskusji w kwestii dwóch odmiennych poglądów kończy się przyklejaniem łatki zdrajcy narodu, nazisty, komunisty, członka żydomasonerii, złodzieja, lewackiej kurwy i drącego ryja świniaka odrywanego od koryta.

Brakuje ogólnej konstatacji, że nikt za nas naszych problemów nie rozwiąże, tylko sami to musimy zrobić. Szukanie uniwersalnego środka między skrajnymi poglądami i destrukcyjnymi sektami, to głoszenie niebezpiecznej idei. Nasze społeczeństwo zostało wytresowane do postrzegania wszystkiego w kategoriach biało-czarnych. Politycy i religijni kapłani są członkami uprzywilejowanych elit i głoszą takie idee, które im przynoszą korzyść, a nie całemu społeczeństwu. Głównym motywem jest wskazywanie paluchami wrogów narodu. Animatorzy naszej rzeczywistości grają niebezpiecznymi i znaczonymi kartami. Zamiast skupić się na zagrożeniach zewnętrznych, rozmawia się o rzeczach oczywistych, a każda nowa władza zaczyna wszystko od nowa. Polska ponumerowana jest jak jakieś buty w sklepie: I RP, II RP, III RP…

Zdumiewające jest to, że społeczeństwo nie potrafi wymóc na politykach, aby w końcu była jedna, nie do ruszenia linia polityczna, którą każdy rząd i każdy polityk powinien traktować jak świętość – wzrost gospodarczy i dbanie o dobrobyt Polaków.

Mrzonki? Na dziś dzień – tak – nierealny romantyzm, utopia. A czy jest możliwe, aby to zmienić? Tak. Tylko jest jeden warunek – należy przestać myśleć, że to jest utopia.

Moim zdaniem popełniają błąd ci racjonaliści, którzy przyjmują postawę ignorancji, unikając głoszenia niebezpiecznej prawdy o naszym świecie, że to droga do samozniszczenia, twierdząc, że głoszenie takich idei nic nie da, bo ludzie nie słuchają, albo nie są gotowi na przyjęcie tej prawdy. A kij w oko tym, co nie słuchają – ważni są ci, którzy usłyszą.

Jestem pewien, że ten tekst zostanie odebrany przez zwolenników Pis-u i radykalnej prawicy, jako bełkot lewaka, liberała, zwolennika multikulti, czy innego zdrajcy narodu i nieprzypadkowo daję go tu, na Pikio. Na początku szło tu w komentarzach pogadać. Dziś można tylko wyregulować sobie emocje i obniżyć własne lęki, wyzywając i strasząc autorów tekstów połamaniem gnatów.

Blog – Kaprawym okiem ateisty 

„Świadek Jehowy z przypadku?”

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułRosja: Ciąg dalszy kryzysu. Realne dochody spadły o 52 % w ciągu miesiąca
Następny artykułRząd chce podatku od każdego użycia firmowego sprzętu na cele prywatne
Mariusz Hnatiuk

Bloger, współtwórca portalu PolskiAteista.pl Poza stadem… Jestem zwolennikiem laickości państwa, w którym każdy zna swoje miejsce — rząd jest w parlamencie, a religie w swoich kościołach. Nie jestem ateistą wojującym z Bogiem, bo jest to walka z wiatrakami. Jestem natomiast ateistą wojującym z religijnymi absurdami, które są używane do tworzenia sztucznych podziałów między ludźmi o różnych światopoglądach. Szanuję osoby wierzące i ich przekonania, i tego samego oczekuję w zamian. Szukam wspólnej płaszczyzny do prowadzenia konstruktywnej wymiany poglądów. Interesuję się psychologią społeczną w zakresie wpływu stereotypów na relacje między ludźmi.

Zobacz również