UDOSTĘPNIJ
foto: Maksymilian Tomanek

Łatwo jest żyć polityką, bo polityka to łatwa sprawa. Trywialna, banalna i oczywista, skomplikowana jak plan warszawskiego metra. Może nawet jeszcze prostsza, bo przecież niedawno uruchomiono drugą linię. A w naszej świadomości zazwyczaj nie ma na taką miejsca. 

Nic nie motywuje i nic nie scala społeczeństwa skuteczniej niż wspólny wróg. Możemy tłuc się między sobą, ale kiedy widzimy, że coś zagraża nam wszystkim – jednoczymy się. W imię walki z wrogiem jesteśmy w stanie nie tylko podać rękę osobie, której w zwykłej sytuacji najchętniej byśmy ją połamali, ale też wyrzec się części przysługujących nam praw i wolności. Wiedzieli o tym już starożytni Rzymianie – mało tego – uważali taki stan rzeczy za całkowicie naturalny i uznali za właściwe sformalizowanie tego zjawiska. Kiedy pojawiał się potężny wróg, powoływano dyktatora o niemal nieograniczonej władzy, zawieszając na pół roku normalne zasady funkcjonowania republiki. Poczucie zagrożenia sprawia, że instynktownie dajemy zgodę na więcej. Innymi słowy – to właśnie wtedy najłatwiej nami manipulować.

Wiedzieli o tym nie tylko Rzymianie, ale również (zresztą odwołujący się do tradycji Imperium Rzymskiego) Hitler i Stalin, bardzo dobrze zdawali sobie z tego sprawę średniowieczni papieże, a także Krzyżacy i bolszewicy. Wiedzieli, i z wiedzy tej korzystali nad wyraz chętnie. Losy świata mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby Hitler nie wskazał przyszłym obywatelom III Rzeszy winnych beznadziejnego stanu Republiki Weimarskiej -żydów i komunistów. Chcąc umocnić swoją pozycję oraz przewagę nad cesarzem, kolejni papieże nawoływali do krucjat przeciw niewiernym oraz heretykom. Druga strona robiła zresztą dokładnie to samo i poganiała swoich żołnierzy, do zabijania krwiożerczych chrześcijan. Propaganda komunistyczna obwieściła światu, że źródłem całego zła są kapitaliści, a Kato Starszy w końcu przekonał Rzymian, że Kartaginę trzeba zburzyć, spalić i posypać solą.

Nie zrozumcie mnie źle, absolutnie nie chcę tutaj zrównywać papieża Urbana II (to on, na synodzie w Clermont w 1095 wezwał chrześcijan do walki z niewiernymi) z Józefem Stalinem. Jednak w każdym z powyższych przykładów – a podobnych są w historii setki, jeśli nie tysiące – widać ten sam mechanizm manipulacji społeczeństwem. Jasne wskazanie – Oni są źli, My jesteśmy dobrzy.  Zupełnie jak w baśniach – My reprezentujemy rycerza na białym koniu, a Oni są złym smokiem gwałcącym księżniczki. Więc trzeba wziąć naszą śnieżnobiałą klingę i zatłuc gada. Jaki świat jest wtedy prosty, prawda?

Piszę o tym, ponieważ obecnie działa dokładnie ten sam mechanizm. Historia nie skończyła się wraz z upadkiem zachodniego cesarstwa, wynalezieniem prochu, po bezwarunkowej kapitulacji Japonii w 1945, zburzeniu muru berlińskiego, ani po okrągłym stole. Trwa nadal, a politycy manipulują nami dokładnie tak samo, jak robiono to w starożytności, w średniowieczu i w wieku dwudziestym. Oczywiście, nie mamy na to wielkiego wpływu – polityka zawsze przesiąknięta była demagogią i socjotechniką – tak było, jest i będzie. Moim zdaniem, problem leży jednak zupełnie gdzie indziej. Nie w politykach, a w nas samych.

Ponieważ uwielbiamy wynajdować sobie wrogów. Uwielbiamy podsycać w sobie nienawiść, upraszczać świat i zrzucać całe jego zło na karb wybranej grupy etnicznej, religijnej czy politycznej. Zależnie  od naszych własnych poglądów zmieniają się tylko grupy – zasada pozostaje.

Korwiniści walczą więc z lewakami, zwolennicy Pawła Kukiza z systemem, a popierający .Nowoczesną – z katotalibami z PiSu. Elektorat PiSu chce natomiast zniszczyć zdrajców ojczyzny z PO. Ruch Narodowy ma pedałów, a Razem – banksterów i wyzyskujących kapitalistów. Połowa społeczeństwa nienawidzi uchodźców, a druga – kiboli-narodowców-faszystów. W oczach każdej z tych grup, istnieje zły smok-gwałciciel. Świat staje się wtedy dużo prostszy, bardziej zrozumiały. Łatwiej funkcjonować, kiedy jest ktoś, kogo można wszystkim obciążyć.

Nie oznacza to bynajmniej, że nie powinniśmy mieć poglądów. Sam mam swoje zdanie o obecnej władzy, uchodźcach czy na temat parytetów. Dodam, że dość stanowcze, choć nie jest to miejsce ani czas, żeby je ujawniać. Chodzi o co innego: poszukujmy cały czas nowych informacji, tej drugiej strony medalu. Być może jestem naiwny, jednak ufam, że skoro wybraliście pluralistyczne Pikio, a nie jeden z typowo prawicowych lub lewicowych portali, to mój apel nie odbije się od ściany.

Mylił się Napoleon, mylił się Kazimierz Wielki, mylili się Aleksander Wielki, Arystoteles i Einstein. Tym bardziej mylą się nasi polityczni idole, przy czym nie ma znaczenia, czy chodzi akurat o Jarosława Kaczyńskiego czy też Ryszarda Petru. Nie ma w tym nic złego – przyznać, że wspieramy kogoś pomimo jego głupiego wystąpienia. Jednak kiedy nie chcemy dostrzegać, że „nasz” polityk się pomylił, lub że strona przeciwna ma rację; kiedy okłamujemy sami siebie i zaczynamy kipieć nienawiścią do tych, którzy się z nami nie zgadzają – wtedy rodzi się fanatyzm. Przy okazji, idąc w zaparte, zwykle robimy z siebie idiotów.

Chciałem swój tekst zakończyć apelem, ale skończę inaczej – propozycją. Spróbujcie przez miesiąc – albo co tam, nawet przez tydzień – za każdym razem, kiedy zobaczycie kogoś, kogo nie lubicie (tak, nawet Tomasza Lisa/Terlikowskiego) lub przeczytacie opinię, z którą się nie zgadzacie, znaleźć jej jedną zaletę. Ale i w drugą stronę – poszukajcie wad waszych ulubieńców i wyznawanych poglądów. Chociaż jednej, ale uczciwie przed samym sobą. Jeśli nie potraficie, to poczytajcie, poszperajcie w sieci. Gwarantuję, że da się to zorbić zawsze. Bo świat mieni się setkami szarości – nie jest czarno-biały. Nie ma dobrych i złych.

To jak, spróbujecie?

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również